Sawir to gra osadzona w świecie chylącym się ku upadkowi.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opustoszałe wzgórza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Gru 20, 2014 11:14 pm

- Leczę, to jest czasownik, jak zapewne zauważyłaś. Niedokonany jeszcze, o, zaraz... - Jego inteligentny wywód zatrzymał się, nim na dobre w ogóle się zaczął. Na jego twarzy wykwitł cień uśmiechu, oczy znowu zabłysły w ten charakterystyczny dla niego sposób. - Teraz jest dokonany. Wyleczyłem. Zostałaś wyleczona, w każdym razie twój..
Uniosła na niego rękę, spory błąd. Wydał z siebie ciche "och" i przekrzywił głowę. Jego usta wykrzywione były teraz w uśmiechu, niepokojącym i w pewnym sensie złowrogim. Obrócił głowę do niej.
- Ignorancja jest tym, co wyniszcza ludzi. Kto ze mną zadziera, w grobie się budzi. - Powiedział wyjątkowo pogodnie, po czym dodał jeszcze:
- Innymi, prostymi słowy. Unieś łapkę na mnie raz jeszcze, a nie przejdą mnie dreszcze, gdy ja swą uniosę, by krzywdę ci zrobić. Nie kiwnę ni palcem, by leczyć lub dobić. - Skomentował jej czyn, jakby to było coś zwykłego, jak dostał nie to ciastko, które lubi. Bez słowa zaleczył też ranę na jej ramieniu.
- Tyłka kopanie damie nie przystoi, szczególnie komuś, kto śmierci się nie boi. - Podniósł swój bezcenny notatnik i zapisał kolejne słowa na temat tego, co zaszło. Nieznajoma dotykiem zrażona, agresywna jest ona. Wygłasza groźby dziwne, mając nadzieje naiwne i chyba uważa, że to mi się okazja nadarza, że ona mi pomaga, choć sama niedomaga.
Powrót do góry Go down
Livola



Postów : 27
Join date : 17/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Gru 21, 2014 1:07 am

Cóż, widać że i ona nie została odebrana przez niego jako osoba względnie inteligentna. Chyba nie powinna się o to czepiać, wbrew pozorom daleko jej było do hipokryzji. Nie zrozumiała z początku dlaczego mężczyzna się uśmiecha, nie zwróciła też szczególnej uwagi na błysk w jego oczach. Ale później, kiedy powiedział, że ją wyleczył, kompletnie zapomniała i o jego mimice, i o wypowiedzianych wcześniej słowach. Przycisnęła rękę do brzucha. Nie bolało. Poważnie całkowicie zlikwidował jej obrażenia? Omiotła spojrzeniem zaplamiony własną krwią płaszcz, oceniając jak wiele jej straciła. Da radę jeszcze dziś ruszyć na dalsze poszukiwania osoby z listu gończego? Teoretycznie powinna odpocząć... Spróbowała na szybko ocenić ewentualne za i przeciw, w rezultacie w ogóle nie słuchając pana naukowca. Włączyła się dopiero w chwili, w jakiej wspomniał o unoszeniu na niego łapki. Powaliło go? Przecież sam ją do tego prowokuje, gadając w dziwny sposób. Mówiła żeby tego nie robił, to jej nie posłuchał. Przy czym nie było dla niej wytłumaczeniem to, że inaczej nie potrafi. Zawsze można się nauczyć, nie? Dla chcącego nic trudnego.
- Nie groź mi, co? Grożenie nieznajomym rzadko kończy się dobrze.
I to też nie była hipokryzja. Ona mu wcześniej nie groziła, zwyczajnie informowała go o tym, co się stanie kiedy poczuje się zagrożona. Poza tym, skąd ona miała tę cierpliwość? Bo na pewno nie wzięła się z szacunku czy nawet wdzięczności, jaką powinna czuć względem osoby, która prawdopodobnie uratowała jej życie. Nic podobnego nie odczuwała, ba, nawet mu nie podziękowała, choćby z czystej... uprzejmości?
Poruszała ręką, sprawdzając czy aby na pewno jest sprawna. Magia lecznicza była całkiem sympatyczna. Może by tak kiedyś porwać sobie takiego medyka i zachować jako własność? W ten sposób zażegnałaby naprawdę wiele problemów.
- A widzisz tu jakąś damę? - spytała, nie oczekując odpowiedzi. No by ich, kolejny. Dlaczego każdy facet zakładał, że wszystkie kobiety mają być damami?
Wstała i zachwiała się lekko, ale nie czuła się aż tak osłabiona, by nie była w stanie ruszać w dalszą drogę. Została znaleziona szybko, więc ciężko było mówić o zbyt dużej utracie krwi. Poczekała aż nieznajomy skończy notować... cokolwiek notował i bez ostrzeżenia wyrwała mu notatnik z rąk. Zanim zdążyła spotkać się ze słowem protestu teleportowała się na maksymalną możliwą odległość, czyli na jakieś dziesięć metrów. Dopiero tam przyjrzała się dotyczącym jej zapiskom, niemalże od razu uznając, że facet zwyczajnie ocipiał. Wyrwała odpowiednią stronę i wyrzuciła notes na ziemię, zanim podjęła się dalszej wędrówki. Trochę kręciło jej się w głowie, ale... ona by sobie nie poradziła?

[nie daję zt jakbyś chciał za nią iść czy coś, a jak nie, to dopiszę :D]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Gru 21, 2014 4:10 pm

Z niemałym zadowoleniem obserwował efekty swojej pracy, nie słuchał jej zupełnie, bo i po co? Taka inteligentna jak on na pewno nie była, więc i niczego  sprytnego i tak mu nie powie. Widoczne było, że po ranach nie został żaden ślad, więc odniósł sukces. Uśmiechnął się z dumą i zaciekawieniem. Może powinien znów rozciąć jej rany by sprawdzić, czy zniwelował dokładnie wszystkie obrażenia wewnętrzne? To zdecydowanie była obiecująca i przyjemna perspektywa, w każdym razie dla Juliena. Dla niej nie musiała, bo przecież jej samopoczucie dla niego priorytetem nie było. Pomógł jej i w sumie był wdzięczny, że dała mu okazję do przetestowania swoich mocy na kimś z powierzchni. Nie wyrosła jej trzecia ręka, głowa na brzuchu, nic jej nie odpadło, więc znaczyło to tyle, że moce Julesa były wszechstronne, a co za tym idzie, on też. Już miał dodać do notatek kolejny wpis, kiedy ona bestialsko mu go odebrała i po prostu... zniknęła. Serce Juliena, choć i tak zwykle biło niemrawo, teraz na chwilę zupełnie się zatrzymało. Zadrżał, jego oczy szeroko się otworzyły. Na szczęście okazało się, że jedynie przeniosła się kawałek dalej. Podbiegł do niej, gdy ta czytała notatki.  
- Oddaj, bo nie zrozumiesz! Czytać pewno nie umiesz! - Oburzył się i w jego głosie aż słyszalne były emocje, co było chyba jednym z najbardziej niewiarygodnych i niespotykanych zjawisk. Zacisnął w pięści dłonie, gdy rzuciła jego bezcennymi zapiskami i co więcej, co gorsze i najbardziej makabryczne, wyrwała jedną z cennych stron!
- Słowa nie poważasz, na się nie uważasz, wiedza dla cię niczym, głupota to nie wyczyn! Tyś głupsza niż myśleć mogłem, czemu ja pomogłem? Istoto plugawa, to nie zabawa, oddaj to, no daj, głupiaś czy głucha? Powinnaś ponieść karę, przygotuj się na marę.  - Choć emocje nie opuszczały jego głosu, ostatnie zdanie powiedział dość grobowym, może i nawet strasznym tonem. Użył jednej ze swych mocy, bowiem zniewaga, jakiej dopuściła się nieznajoma, kary wymaga. Był mściwy, jeśli chodziło o przeszkadzanie mu w pracy lub niszczenie jej i dla pierwszej lepszej napotkanej damulki nie miał zamiaru tego zmieniać. Nieznajoma powinna zobaczyć przed sobą swój największy lęk, w pewien sposób skłaniający ją do oddania kartki.
Powrót do góry Go down
Livola



Postów : 27
Join date : 17/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Gru 21, 2014 9:28 pm

Gdzieś tam głęboko w duszy... głęboko w sobie chciała wierzyć, że doktorek da jej spokój i grzecznie wróci tam, skąd przyszedł. W końcu zrobił już co do niego należało, ona została uleczona, on pewnie jakąś tam satysfakcję z tego też miał. Komu trzeba więcej? Nawet notesu by mu nie zabrała, gdyby nie zorientowała się po drodze, że pisał coś na jej temat. Nie zapytał jej o zgodę, której i tak by nie udzieliła, więc czego oczekiwał? Że pozwoli mu na zatrzymanie informacji dotyczącej jej osoby? Marzenie ściętej głowy. Albo idioty, jak kto woli.
Nie przeszkadzała sobie w poznawaniu treści zapisków, mimo ataku słownego ze strony mężczyzny. Westchnęła tylko głośno, najbardziej jak może starając się go ignorować. Czy on nie wyczuwał zagrożenia? Może powinna mu pokazać, że źle zrobił, decydując się na podążenie za nią? I skąd w ogóle pomysł, że nie umiała czytać?
- Odejdź, bo moja cierpliwość się kończy - wcisnęła mniej więcej w środek jego słowotoku. Jej głos wskazywał na to, że jest zmęczona. Nie tak bardzo przez wzgląd na swój stan fizyczny, jak na obecność Podziemnego. Jeśli chciał zeszyt, mógł go sobie podnieść, im szybciej tym lepiej, bo nie zdąży mocno zmoknąć. Ale kartka zawierająca informacje o takiej treści? Nie ma mowy.
Tak jej się przynajmniej wydawało, dopóki nie usłyszała jego ostatnich słów. Karę? Marę? Brzmiało jakby zastosował właśnie jakieś zaklęcie ze starej księgi zaklęć dla czarnych magów. Ludzie, czemu po prostu nie skręciła mu karku? Miałaby święty spokój, a tak...
Zamrugała, dostrzegłszy przed sobą niewyraźny obraz jakiejś niewysokiej postaci. Zmrużyła oczy, jakby chciała poprawić sobie widoczność. Skąd, u diabła, pojawiła się tutaj jakaś osoba? Kim była? Niezidentyfikowany jeszcze człowiek powoli podszedł do niej, zrzucając z głowy kaptur i ukazując bladą, nastoletnią twarzyczkę. Dziewczynka mogła mieć góra dwanaście lat. Niegdyś piękna, z policzkami oblanymi delikatnym, czerwonym rumieńcem, dziś smutna, z poszarzałą cerą i wielkimi, ciemnymi plamami pod oczami. Livola rozpoznała ją. Mocniej zacisnęła palce na wyrwanej z notatnika kartce, mnąc miękki papier. Młoda blondyneczka nie była jej pierwszą ofiarą, ale do końca stanowiła obraz, jakiego Iluzjonistka nie miała ochoty sobie przypominać. Kiedyś dziewczynki przyjaźniły się ze sobą, mimo dzielącej je różnicy kilku lat. Dzieliły się ze sobą swoimi sekretami, pomagały sobie w potrzebie, podczas gdy inni zdawali się ignorować istnienie Liv. Ta malutka blondyneczka była jedyną osobą, jaka wyciągnęła do niej rękę. Upadła, nie będąc jeszcze wtedy pełnoprawną Upadłą, pozbawiła ją życia. Tak po prostu, bo jej kazano. Najbardziej bolesne było jednak to, że dziewczynka sama podstawiła się pod nóż, zupełnie jakby doskonale rozumiała sytuację, w jakiej znalazła się przyjaciółka. Nie sprzeciwiała się, do samej śmierci powtarzając Livoli, by nie płakała. By nigdy w życiu nie poddawała się i by kierowała się tym, co uważa za słuszne. Nie miała do niej żalu. I to bolało ognistowłosą najbardziej. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nie została znienawidzona. Ona nienawidziła się wszystkim, co miała. Z całych sił. Nienawidziła się za każdym razem, gdy przypominała sobie przyjaciółkę, dlatego z czasem nauczyła się o tym nie myśleć.
Dlaczego więc, do kurwy nędzy, stała teraz przed nią? Dlaczego wciąż próbowała się uśmiechać? Przypomniała sobie doktorka i jego słowa. Czy to możliwe, że wszystko było jego sprawką? W takim razie... to tylko iluzja? A co, jeśli przywołał jej ducha z zaświatów? Cholera jasna.
- Odejdź... - powiedziała w przestrzeń, odwracając się w innym kierunku. Zjawa, jak na złość, znów pojawiła się tuż przed nią. - Odejdź, kurwa!
Kręciła się w kółko jak głupia, ale wszędzie, gdzie popatrzyła, widziała blade lico swojej dawnej przyjaciółki. Powoli, ale całkiem skutecznie, zaczynało ją ogarniać szaleństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Gru 22, 2014 8:13 pm

Gdy ta zaznawała zabaw ze swym koszmarem, Julien prędko pozbierał swoje notatki. Obserwował, jak nieznajoma reaguje i zastanawiał się, co może widzieć. Oczywiście nie mógłby zapomnieć o opisywaniu wszystkiego, co widział. Pisadełko, roboczo określone sztucznym piórem, było projektem jednego z innych strażników. Było znacznie bardziej praktyczne, wyposażone w pojemnik z atramentem i różne inne bajery, które bardzo ułatwiały blondynowi życie. Podekscytowany uśmiech i ogniki w oczach znów zagościły na jego twarzy. Wcisnął notes do wewnętrznej kieszeni płaszcza i na wszelki wypadek wydobył z niej strzykawkę, w której znajdował się środek usypiający. A może halucynogenny...? A kto by się tym przejmował, jak panienka będzie dalej nieładnie się bawić, Jules po prostu wbije jej to... Gdzieś. Obojętne, gdzie. Podziała szybko, to wiadome.
Podszedł jeszcze bliżej w czasie, gdy ona kręciła się i starała się uciec od swej Mary. Przekrzywił głowę i zachichotał w dziwny, niepokojący sposób. Wyrwał z jej dłoni brakującą kartkę i obrócił się na pięcie, by ruszyć w swoim kierunku. Pod nosem śpiewał i mamrotał formuły, które krążyły po jego głowie, mazał palcem w powietrzu kolejne obliczenia, gadał sam do siebie i czasem nawet śmiał się. Pod rękawem wciąż miał skrytą strzykawkę. Wot, na wszelki wypadek. Jeszcze tylko kilka miejsc do zwiedzenia i może wracać pod ziemię, gdzie było względnie bezpiecznie. No i nie było tam podłych, krnąbrnych rudzielców.
[zt]
Powrót do góry Go down
Livola

avatar

Postów : 27
Join date : 17/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Gru 27, 2014 6:48 pm

Szaleństwo nadal pochłaniało każdą komórkę jej ciała, próbując całkowicie przejąć nad nim kontrolę. Umysł poddał się już chwilę temu, rozbudzając w niej żądzę mordu, jakiej wcale często nie czuła. Kto śmiał przywołać do niej wizerunek tego dziecka? Powinna już zapomnieć, powinna nigdy nie być nękana przez jej niewinną, drobną postać. Co z tego, że ją także zabiła? To było kiedyś, kiedy bez słowa wypełniała każdy jeden rozkaz wydany przez silniejszych. Teraz nie działała już w taki sposób. Teraz była wybiórcza, mogła sama zdecydować czy chce kogoś uśmiercić, czy woli puścić daną osobę wolno. Przeszła w stan obojętności, nie obchodził jej nikt, nie dbała o swoją reputację ani o konsekwencje wywołania złości u innych. Zabiją ją - trudno, nie zabiją, to będzie dalej żyła swoim nędznym, pustym życiem.
Tym razem jednak sprawa przedstawiała się odrobinę inaczej. Livola wciąż miotała się w kółko, jak oszalała. Straciła kontakt z rzeczywistością, nie wiedziała gdzie stoi ten cholerny mężczyzna, nie wiedziała, że wyrwał jej z ręki dotyczące jej zapiski. Nie zorientowała się nawet, kiedy odszedł.
Dopiero gdy dziewczynka zniknęła, czerwonowłosa padła na kolana, ciężko dysząc. Czuła w sobie wściekłość, ale dochodziło do tego jeszcze jedno uczucie. Uczucie, jakie mówiło, że nie jest pieprzonym szczylem, by pozwalać innym tak bardzo wpływać na własne zachowanie. Nie potrafiła jednak znaleźć w sobie siły na uspokojenie się. Wystarczył szybki ruch głową, by przekonać się o braku obecności doktorka. Zwiał. Spojrzała na swoje ręce, nie trzymała już niczego. Omiotła spojrzeniem okolicę, ale na śniegu nie dojrzała żadnej kartki. Wstała, wyciągnęła miecz i wbiła go w ziemię, wydając z siebie okrzyk, ni to złości, ni bojowy. Ale krzyczała głośno, wściekle i długo.
Co się z nią działo? Już dwa razy dała się dziś wychujać. Ile jeszcze? Ile można?
Odetchnęła głęboko, z niemałym wysiłkiem wyciągając broń. Rozejrzała się dookoła raz jeszcze, po czym, bez oglądania się za siebie, ruszyła w sobie tylko znanym kierunku. Zła, naprawdę zła. I z coraz mniejszą wiarą w swoje możliwości.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 6:24 pm

Corinne już praktycznie wyzdrowiała. Fakt, faktem. Rana w brzuchu jeszcze się do końca nie zabliźniła, jednak nie przeszkadza jej już. Natomiast po płytkich draśnięciach na policzku nie ma już praktycznie śladu, ledwo widoczne trzy linie. Korzystając z dobrego stanu zdrowia w końcu wyszła na powierzchnię. Tym razem nie tylko w celach łowieckich czy zdobywczych. Po prostu chciała sobie pospacerować, pozwiedzać. Zawsze interesowały ją opustoszałe wzgórza. Niegdyś znajdowało się tu niewielkie miasteczko, a teraz pozostały po nim jedynie ruiny i gdzieniegdzie spalone resztki chatek. Przez moment stała i spoglądała na całość. Pierwszy raz tu przyszła i była bardzo ciekawa tego miejsca. Nie wiedziała gdzie udać się najpierw. Po krótkim czasie rozglądania się jej uwagę przykuł podburzony, jeden z na prawdę niewielu kamiennych budynków. Zaczęła spokojnym, jednocześnie ostrożnym krokiem zmierzać w tą stronę. Gdy już mijała jakieś zawalone murki, jakiś gruz spoglądała pod nogi, by jak zwykle coś znaleźć. Było to już jej odruchem. Gdziekolwiek się nie pojawi zawsze znajdzie czas na choćby krótkie i byle jakie sprawdzenie, czy nie będzie tutaj czegoś ciekawego. W końcu dotarła do kamiennych ruin i zaczęła je oglądać, próbując sobie wyobrazić jak o wyglądało zanim sie częściowo zawaliło.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 6:43 pm

Ostatnimi czasy Ichura miał wrażenie, że stracił ducha dawnego siebie. W jakiś sposób. Pomijając już fakt, że coraz rzadziej nie bywał w karczmie. Niby dobrze, ale z drugiej strony... Kierowały nim pewne wątpliwości. Z niewiadomych powodów często rozpamiętywał słowa Upadłej, która stwierdziła, że on sam miał zadatki na Upadłego.
Tylko dlaczego nogi znów prowadziły go w to samo miejsce co ostatnio? Dziwna ironia losu. Miał deja vu. A jeszcze większe miał, gdy z oddali, pośród lekkiej mgły i unoszącego się dymu zgliszczy, dostrzegł jakąś postać. Jego dłonie automatycznie zacisnęły się na jego nożach. Ichura bardziej zaciągnął kaptur na swoją twarz, coby go postać nie rozpoznała, a sam przyspieszył kroku, by wkrótce dotrzeć i minąć nieznajomego, a raczej nieznajomą przed sobą. Z czasem, gdy się zbliżał, jej sylwetka zdawała mu się jemu znajoma, ale wcale nie kojarzył sobie jej z sylwetką jakiejś Upadłej. Podbiegł do niej i złapał ją za ramię, by ją przymusowo obrócić.
- Corinne. - powiedział nieco zadyszanym głosem, w którym była nutka ulgi a także i radości. Cóż, prawda była taka, że stęsknił się za nią. Zupełnie pod wpływem impulsu wziął ją w objęcia, ściskając ją lekko na przywitanie. Dawno jej nie widział.
- Wybacz. - mruknął zaraz potem i uśmiechnął się przepraszająco, gdy odsunął ją od siebie i zaczął zupełnie powierzchownie obserwować jej stan zdrowia. Jego wyblakłe, żółte tęczówki potem przeniosły się na twarz. Zauważył na jej policzku nie za dobrze widoczne już rysy, ale nie miał pewności, czy nie miała ich przypadkiem już wcześniej. - Dawno cię nie widziałem... - powiedział w końcu i puścił Corinne, bo zdał sobie sprawę, że niekoniecznie dziewczynie mogło pasować to, że naruszał jej przestrzeń. Potem rozejrzał się dookoła, by upewnić się, czy są sami.
- Zapytałbym, czy coś się wydarzyło, ale znając twoje szczęście... - tutaj pozwolił sobie na lekki, ironiczny uśmiech - na pewno coś się wydarzyło, więc zapytam - co się wydarzyło? - dokończył, utrzymując z nią kontakt wzrokowy przez chwilę, a potem jego wzrok zaczął błądzić po starych ruinach, którymi wcześniej była zafascynowana Corinne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 7:09 pm

Corinne już znajdywała się przy stojących resztkach kamiennej ściany. Przejechała powoli dłonią po jej kawałku, właściwie w żadnym konkretnym celu. Najwidoczniej badanie tego miejsca wzrokiem jej nie wystarczało. Zawsze ją interesowały takie opuszczone miejsce. Właściwie to sądzi, że w takich najlepiej poprzebywać samotnie. Trudniej było tu zapewne spotkać kogoś niż w zielonym lesie, gdzie natura jest tak urodzajna.
Po chwili usłyszała odgłos stawianych kroków. Właściwie to ktoś nie szedł, ale biegł. Poskramiaczka natychmiast pochwyciła swój sztylet, by być w gotowości do obrony. Zanim sama się obróciła ten ktoś chwycił ją za ramię i ją w tym uprzedził. Dziewczyna była wręcz gotowa, by ugodzić tego kogoś ostrzem. Jednak zanim zdążyła t zrobić ukradkiem przeleciała jej przed wzrokiem znajoma twarz, a jej posiadacz ją objął. Poluzowała uścisk na rękojeści sztyletu.
- Ichura...Omal cię nie skaleczyła.- powiedziała z ulgą w głosie i towarzyszącą nutką ostrzegawczą. Miał sporo szczęścia, bo gdyby zadziałała pod silnym impulsem mogłaby wbić w niego sztylet. Przez moment stała w jego uścisku z opuszczonymi rękoma, bo nadal była w lekkim szoku, że to jednak on. Nie wybaczyłaby chyba sobie, gdyby zrobiła mu krzywdę. W końcu schowała sztylet na jego miejsce i zanim jeszcze ją puścił sama go lekko uściskała.
- Widzisz mnie teraz.- stwierdziła rozkładając lekko ręce na boki, pozwalając sobie na delikatny uśmiech. Gdy się rozglądał sama to zrobiła niema odruchowo. Nikogo nie dostrzegła w ich otoczeniu. Miała nadzieję, że tym razem nie natknie się na upadłego, a tym bardziej Jonathana. Nie byłoby to dobrze dla żadnego z ich trójki. Na jego kolejne słowa również zaśmiała się cicho i tak jak Ichura w sposób ironiczny.
- Za dużo do opowiadania.- westchnęła.- Ale z pewnością się nie nudziłam.- dodała z większą otuchą. Nie była pewna, czy powinna opowiadać o przygodach jakie ją spotkały ostatnimi czasy. Zwłaszcza, że znów miała starcie z Jonathanem. Ba, miała nawet szansę go zabić. Nie zrobiła tego. Tłumaczyła to sobie tym, że widom umarlaka ją powstrzymał.
- A ty ilu uczynnych upadłych spotkałeś?- zapytała i pokręciła głową na tą myśl. Ten za to miał większego farta. W każdych tarapatach znalazł się upadły, który mu pomagał. Corinne nie potrafi pojąć jak to się dzieje, że spotyka tak odmienne osobowości od iluzjonisty.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 7:39 pm

Musiał przyznać, jego działanie było zbyt impulsywne i nie zwrócił uwagi na to, że dziewczyna odruchowo mogła mu zrobić krzywdę. Uświadomił to sobie dopiero, gdy dziewczyna mu to powiedziała. Przeklął w myślach i skarcił swoje zachowanie. To, że Corinne jednak nie zdążyła zareagować na taki czyn, mógł nazwać szczęściem. Znowu.
- Jestem idiotą, wiem. - powiedział jeszcze, gdy ją przytulał. Gdy odwzajemniła w końcu uścisk, w końcu mógł odetchnąć jednak z ulgą i stwierdzić, że Corinne to jednak nie przeszkadzało. Mimowolnie kąciki jego ust strzeliły ku górze. W końcu odsunęli się od siebie, Ichura westchnął.
- No niby taaak. - przyznał, krzywiąc usta i kiwając głową potwierdzająco, zachowując swój luźny ton głosu. Ichura mniej rozpamiętywał o bracie, odkąd miał przerwę w widywaniu się z Corinne i w zasadzie sam jej widok sprawiał, że również sobie przypominał o Jonathanie, ale ostatecznie nie skupiał się na nim myślami.
Białowłosy zaśmiał się pod nosem na jej słowa. - Tak samo jak ja... Na powierzchni trudno się nudzić, tym bardziej, kiedy coraz częściej tutaj przychodzę. - dopowiedział swoje trzy grosze i westchnął. Pytanie ze strony dziewczyny sprawiło, że Ichura znów zaśmiał się, tym razem dłużej. Pokręcił głową.
- Dobroczynnych... Jednego. Tego samego, co poprzednio. Jednakże... - tutaj na chwilę urwał i wykrzywił delikatnie usta, odchodząc wzrokiem od Corinne. - ... Jednakże tym razem nie miałem samego szczęścia. Nazwałbym to szczęście w nieszczęściu. Jakiś upadły z dość dużą pewnością siebie potraktował mnie jakiegoś dziwnego rodzaju substancją. - zmarszczył delikatnie brwi, przypominając sobie nieprzyjemne działanie trucizny i skrzywił się mimowolnie. W przypadku Corinne nie wiedział, że była ona potraktowana taką samą trucizną, bo nie widział dziewczyny pod jej wpływem, tylko najwyraźniej już po. - Gdyby nie pomoc jednego z nich... Prawdopodobnie wysuszyłbym się na pustyni na wiór. - choć była to pesymistyczna myśl, uśmiechnął się delikatnie. Spojrzał z powrotem na Corinne.
- Ale! Historie nigdy nie są za długie, by je opowiadać. - zaczął entuzjastycznie i przeskoczył przez mur, który pozostał z ruin dawnych budowli, a potem na niego usiadł, wskazując ręką obok siebie, by dziewczyna również się usadowiła. - Mów. - powiedział, patrząc na nią wyczekująco, a jego kącik ust drgał ku górze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 8:08 pm

Można to było nazwać szczęściem dla Ichury lub poniekąd głupotą dla Corinne. Nie rzecz w tym, że powinna go ugodzić. Chodzi raczej o to, że gdyby był to jakiś Upadły mogłaby już nie żyć. Wystarczy, że dotknął jej zanim zdążyła się obrócić. Ciosem może by się jakoś wyratowała jeszcze z sytuacji. Wiele ryzykowała powstrzymując się od natychmiastowego wymierzenia ostrzem brzuch.
- Na trzeźwo?- zapytała żartobliwie i się zaśmiała. Z tego co wiedziała to wychodził częściej pod wpływem alkoholu, bo go podpuszczano.- Czy może to jest ten twój sposób eskortowania mnie z tym, że mnie gubisz?- dodała również żartobliwie. Nie zapomniała tego jak jej oświadczył, że nie pozwoli jej samej wychodzić na powierzchnie. Jak widać nie mówił tego na poważnie, albo sam zapomniał.
- Czyli jakaś odmiana jednak jest...niestety.- westchnęła i oparła ręką o murak obok nich. Nie zawalił się, więc jest szansa, że tego nie zrobi wcale.- Trucizny są u nich chyba ostatnio modne. Chyba, że jeden wielokrotnie stosuje tego typu "zabawę".- odparła na jego słowa, a jej usta wykrzywiły się w lekki grymas. Pamięta w jakim stanie była, gdy trucizna znajdowała się w jej krwi. Tak samo pamięta nieprzytomnego Marcusa u progu jej drzwi, gdy sama ranna wracała. - Dałeś się zaskoczyć na pustyni?- spytała unosząc brew. Przez moment tak na niego spoglądała, a potem zaśmiała się cicho pod nosem. Nie zapomniała również tego jak ją wyśmiał, gdy ją otruto w tamtych okolicach. Westchnęła ciężko po jego entuzjastycznych słowach. Pokręciła głową i usiadła obok niego. Dała sobie krótką chwilę na zastanowienie się nad tym jak właściwie to opowiedzieć.
- Udałam się na stary cmentarz w nawiedzonym lesie. Tam spotkałam upadłego i naszą walkę przerwało coś dziwnego. Jakiś umarlak wyszedł spod ziemi. Zaczęła się rozprzestrzeniać czarna mgła. Przez moment byliśmy zmuszeni do walki z tym czymś, ale potem ciemność to pochłonęła. Nas z resztą też. Znaleźliśmy się w dziwnym miejscu. Coś co podało się za Śmierć mieszało nam w głowach. Potem przeniosło w jakieś inne, dziwne miejsce i tam toczyliśmy kolejną walkę. Z dziwnym stworzeniem. Niepodobnym do niczego. Ono poważnie nas zraniło. Udało nam się wrócić na cmentarz i rozeszliśmy się w swoje strony.- powiedziała i na moment przewała, kierując spojrzenie na Ichurę. Wcześniej spoglądała gdzieś przed siebie, jakby czytała z dali swoją opowieść.- Gdy wróciłam do domu, znalazłam nieprzytomnego poskramiacza, którego poznałam kilka dni wcześniej. Pomogłam mu i wyszło, że i on był otruty.-dokończyła swoją historię, którą próbowała maksymalnie skrócić. Może teraz jej opowieść nie była tak bogata we wszystkie rzeczy, które ją i Jonathana tam spotkały, ale uznała, że to wystarcza.
- Twoja kolej.- powiedziała i uśmiechnęła się zachęcająco.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 8:53 pm

Ano właśnie. Na trzeźwo. Tutaj też się zaśmiał.
- Sam się sobie dziwię. - powiedział w końcu. - Może w końcu zrobiłem się bardziej rozsądniejszy? - podzielił się swoją myślą, przeczesując włosy dłonią, ale jego mina wyjawiała pewne wątpliwości, ale wciąż się uśmiechał. Sądząc po tym, jak postąpił przed chwilą i prawie zostałby zaatakowany przez Corinne tylko i wyłącznie przez swoją głupotę, to raczej rozsądniejszy się nie stał. Kolejne słowa sprawiły, że Ichura nieco przygasł, mimo że były one powiedziane w sposób żartobliwy. Mówił wtedy na poważnie i wcale nie zapomniał o tej swojej obietnicy. - Nie wiem czy to mnie usprawiedliwi, ale praca na powierzchni mnie pochłonęła. Straciłem rachubę czasu. Ale teraz będę mógł cię przynajmniej eskortować do Podziemi. - mówił całkiem poważnie, ale ostatnie zdanie już dodał luźniejszym tonem. Obietnice to nie dla niego błahostki, nawet jeśli dziewczyna tego nie wzięła do siebie, Ichura tak.
Przysłuchiwał się jej słowom dalej.
- Jeden? - powtórzył dalej. - Czyli obydwoje mogliśmy się natknąć na tego samego...? - podzielił się swoimi wnioskami. Nie wiedział, że Corinne spotkała się z jego bratem i to jego brat ją potraktował trucizną, natomiast gdyby Ichura spotkałby się z bratem, na pewno by było widać to po jego zachowaniu. Odwrócił wzrok na Corinne, gdy ona z niego zakpiła, co wywołało u niego, że... Udał załamanie nerwowe, zakrył na chwilę twarz w dłoniach, a potem zaśmiał się.
- Cicho... - powiedział, co wyraźnie oznaczało, że pamiętał swoje słowa, które kiedyś skierował do Corinne, gdy wówczas obydwoje popalali sobie trawkę. Mógłby się jakoś wytłumaczyć... Nie, nie mógł. Został faktycznie wzięty z zaskoczenia przez jakiegoś półnagiego alvaro z pustyni. Pokręcił głową z dezaprobatą i spojrzał na twarz Corinne, obserwując jej mimikę i słuchając jej opowieści, którą opowiadała zresztą luźnym tonem, że po jej zakończeniu Ichura odkaszlnął...
- Nigdy nie próbowałem żadnych substancji halucynogennych... - stwierdził na głos i zamrugał parę razy. O tyle, jak zdarzyło mu się napotkać parę dziwnych stworzeń, tak nigdy nie spotkał umarlaków ani kogoś, kto podawał się za Śmierć. Po prostu historia była niecodzienna, a jej ton głosu sprawiał, że historia była wyrwana kompletnie z innej opowieści. Nie wiedział, jak ją miał jeszcze skomentować. - Ale w porządku, rozumiem, że twój umysł nic nie oćmiło i powiedzmy, że ci wierzę. - zaśmiał się krótko pod nosem i położył dłoń na jej głowie i poczochrał jej włosy. Taki gest nieco lekkoduszny w stosunku do jej opowieści.
- No nie wiem... Moja historia twojej nie pobije. - skomentował, po czym się zaśmiał. - No ale w porządku. - westchnął. - Szczegółów na temat trucizny nie chcesz znać... Natomiast dodam tylko, że miałem wrażenie, jakby już wtedy miał się żegnać z tym światem. Na szczęście całą tę sytuację obserwował inny Upadły i to ten, którego wcześnie spotkałem i który nie miał wobec mnie złych zamiarów. Byłem pod jego obserwacją, a gdy już w miarę wyzdrowiałem, piliśmy i paliliśmy do upadłego. To był ostatni raz jak piłem alkohol. - zaśmiał się, podsumowując historię takim wesołym zakończeniem. - Kolejne spotkanie z upadłym było konkretnie na tych terenach. Bez szwanku nie dało się ujść, ale zdaje się, że tym razem to ja wyrządziłem jej większe szkody. - powiedział w skrócie drugą historię. A to, że miał w związku z tym dziwne poczucie winy, już nie powiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 9:16 pm

Tak dokładnie nie analizowała jego słów, by zorientować się, że zaprzeczył swojemu zachowaniu. W końcu to, jak ją z zaskoczenia obrócił nie było najrozsądniejsze. Gdyby nie jej wahanie w chwilach, gdy ma zadać ostateczny cios byłoby źle.
- Praca?- powtórzyła po nim z lekkim zaskoczeniem.- Czym się zajmujesz?- zapytała. Zaskoczenie nie wynikało z tego, że uważała go za nieroba. Nie sądziła jednak, że podjąłby się jakiejś roboty na powierzchni. Wydaje się być osobą, która wychodzi tam raczej w innych celach, a pracować woli w podziemiach. Skąd takie wrażenie? Trudno stwierdzić. Tak po prostu. Ichura wydaje jej się o wiele mocniej przywiązany do podziemi niżeli Corinne.
- Możliwe, choć niekoniecznie.- odpowiedziała mu. Musiałaby się dowiedzieć od Ichury jak wyglądał ten, który go zaatakował tak samo jak od Marcusa. Wtedy mogłaby porównać. Jedyne czego mogła być pewna, że Ichury nie zaatakował Jonathan. Więc to byłoby zaprzeczeniem do jego pytania, ale gdyby mu odpowiedziała zgodnie z prawdą wyszłoby, że jednak pamięta wszystko ze zdarzeń, w których ona była pod wpływem trucizny.
Gdy zasłonił dłońmi twarz w ramach reakcji na jej słowa zaśmiała się głośniej. Wiadomo, z wypadków nie ma się śmiać. Bawiło ją raczej to, że wyśmiał jej błąd, a potem sam go popełnił. Szybko się jednak uspokoiła. Na tyle, by się nawet podirytować.
- Nie zmyśliłam tego.- powiedziała wręcz pretensjonalnym tonem, po czym strąciła dłoń, która niszczyła jej fryzurę. Opowiedziała to w sposób taki luźny, bo właściwie tak miała w zwyczaju. Rzadko podczas swoich historii ukazuje skruchę, nawet gdy silnie ją odczuwa. Po prostu nie chce. Jeśli powie to w sposób luźny, bądź obojętny wtedy uznają, że sobie z tym radzi. Tak samo było, gdy opowiadała coś Marcusowi.
- Faktycznie jesteś szczęściarzem.- westchnęła, bo delikatna irytacja szybko z niej uszła. Poniekąd zazdrościła mu tego farta. Kto by nie zazdrościł? Ją raz takie szczęście spotkało. Szczęście w nieszczęściu. Gdyby Ichura jej nie znalazł tam u podnóża gór mogłaby umrzeć. Ale to, że była w takim stanie szczęściem nazwać nie można było.
- Gdybyś miał okazję zabiłbyś upadłego?- zapytała spokojnym, jednocześnie poważnym tonem. Była ciekawa jego odpowiedzi, dlatego miała nadzieję, że ja uzyska.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Sob Sty 10, 2015 11:52 pm

Przez chwilę zastanawiał się, skąd w głosie Corinne było zaskoczenie, ale potem doszedł do wniosku, że wcześniej sam by nie pomyślał, że kiedykolwiek często będzie wyruszać na powierzchnię. Co go w tym wyborze kierowało? Pewnie znalazłby się jeden, ale wtedy wyszłoby na to, że zwyczajnie miał fisia na punkcie... Czegoś.
- No tak, praca... - powtórzył za nią i się zaśmiał. - Wiesz dobrze, że mało kto wychodzi na powierzchnię. Dostaję pewne zlecenia od pewnego sprzedawcy. Niczym praktycznie się to nie różni od wypraw według swojej woli, ale po prostu bardziej się opłaca. - wytłumaczył. Z całych tych wyjść na powierzchnię najbardziej lubił zbierać różnego rodzaju rośliny, tak się składało, że dzisiaj szukał danego gatunku i zerwał odpowiednią ilość, ba, jak zwykle zdobył także taką roślinkę, która uszczęśliwia ludzi.
- Mhm. - mruknął jedynie w odpowiedzi, nie chcąc za bardzo drążyć tematu o upadłym, który rozsiewał swoją truciznę. Roześmiany Ichura wziął dłoń z jej włosów, gdy ta ją tak odepchnęła pod wpływem zirytowania.
- Po prostu brzmi to abstrakcyjne i chyba wykracza poza moją wyobraźnię. - powiedział i westchnął. - Ale wnioskuję, że w takim razie musiałaś współpracować z tym upadłym? - spytał, bo zwyczajnie go to interesowało, a dopiero po chwili zwrócił na to uwagę.
Sam wtedy nie był w dobrym stanie i też został uratowany. Może Corinne po prostu nie doceniała pewnych rzeczy? Wzruszył ramionami na jej stwierdzenie. Życie traktowało go z ulgą, ale wcale nie czuł się z tym dobrze. Nie do końca. Wolałby to szczęście oddać komuś innemu.
Potem padło pytanie z ust Corinne, co zmusiło Ichurę do ruszenia swoich zwojów mózgowych. Westchnął i skierował wzrok gdzieś przed siebie, na moment. Potem ponownie przeniósł go na twarz dziewczyny.
- Już miałem okazję. - zaczął. - Nie sądzę, bym potrafił doprowadzić do bezpośredniej śmierci... Tamtą Upadłą naraziłem na krwotok poprzez dźgnięcie ją w brzuch - tutaj gestykulując zaprezentował swoje pchnięcie nożem. - Nie wiem czy żyje, czy nie. Najpewniej się wykrwawiła. Choć nie mam pewności i tak mam wyrzuty. Więc nie wydaje mi się, bym mógł... Ach, nie wiem. Nie potrafiłbym. - powiedział całkiem szczerze. - A ty? Byłabyś w stanie? - spytał, będąc ciekawy jej odpowiedzi. Potem jego myśli mimowolnie odleciały w kierunku brata. Czy byłby w stanie go zabić? Nieważne jaką nienawiść wobec niego okazywał, nieważne jak negatywnymi emocjami go darzył, wątpił, że potrafiłby, niezależnie od tego, jak bardzo go obwiniał. Nie zależnie od tego, ile razy powiedział, że z chęcią by go zabił. Zdawał sobie sprawę z pewnych rzeczy i wiedział, że nie zawsze tak jest, jak człowiek mówi. Wszystko okaże się dopiero w obliczu sytuacji. Wtedy człowiek się dowie naprawdę, co zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Sty 11, 2015 12:32 pm

Faktycznie dość przyjemna praca. Corinne sama zbiera wszystko co uzna za przydatne. Może nie robi tego na zlecenie u jednej osoby, jednak nie wszystko jest jej bardzo potrzebne więc to sprzedaje. Dość podobnie to wygląda, z tą różnicą że przynosi to co jej się napatoczy, a nie to co jej zlecono. Nawet jeśli zdobędzie jakieś mięso to zostawia go sobie niewiele z myślą, że mogłoby się po prostu zepsuć zanim to zje, dlatego jej zapasy są ubogie. Chyba więcej sprzedaje niż zachowuje dla siebie.
- To chyba dość przyjemna praca.- skomentowała spokojnym tonem. Zapewne jego zleceniodawca nie czuje się na siłach lub się po prostu boi wychodzić na powierzchnię i znajduje osoby, które będą robić to za niego. A że chyba nikt by tego za darmo nie zrobił, bo każdemu jest potrzebny choćby jeden miedziak to musi za to zapłacić.
- Bo takie się wydawało. Jakby wszystko było iluzją.- odparła ponuro. Do teraz pamięta jak Jonathan się upierał przy tym, że to musi być iluzja. Nawet tłumaczył jej na jakiej zasadzie to działa. Niepodważalne fakty są jednak takie, że to nie była iluzja, a najlepszym dowodem są dwa szpony, które chowa w szufladzie.- Zgadza się. To wszystko sprawiło, że woleliśmy współpracować niż pozostać samemu na pastwę tego kogoś kto się nami zabawiał. Gdy wróciliśmy na cmentarz było tak...dziwnie.- odpowiedziała na jego pytanie przypominając sobie znów tamte wydarzenia i moment, w którym wyszli z ciemnego tunelu. Sama nie wie co o tym myśleć. Czy wyjście z tunelu miało zakończyć rozejm? Nie zamierzała się zaprzyjaźniać z upadłym, ale ciekawiło ją czy tamto zdarzenie jakoś wpłynęło na iluzjonistę. Gdy wyszli mogli się dobić do końca, ale żadne z nich tego nie zrobiło. Corinne po prostu odeszła. Jakby nic się nie wydarzyło. Jakby wcale się nie spotkała ponownie z Jonathanem.
- Myślisz, że bała się w tamtym momencie?-zapytała. Jonathan wydawał się nieprzejęty tym, że jego życie jest właśnie zagrożone. Jakby nie wierzył, że może być zdolna to zrobić. Pewnie miał rację.- Wtedy na cmentarzu, zanim ten umarlak się pojawił walczyliśmy. Był moment, w którym miałam przewagę i mogłam go zabić. Przez moment sądziłam, że nawet tego chcę. Teraz sama nie wiem...- odpowiedziała mu, analizując powoli to co czuła wtedy. Adrenalina jej w tamtej chwili wzrosła, serce zaczęło bić szybciej, a ręka zaczęła drżeć. Uniosła nawet rękę, by zadać cios, ale potem zjawił się truposz, który odciągnął jej uwagę od myśli o zabiciu Jonathana. Z jednej strony może zwalić to na to, że umarlak jej w tym przeszkodził. Z drugiej strony przez pewną chwilę się wahała, gdyby nie to mogłaby to zrobić znacznie szybciej, zanim stwór się pojawił.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Sty 11, 2015 2:12 pm

Ichura nie narzekał. To było o wiele lepsze niż dzienne przebywanie w karczmie i poddawanie się upojeniu alkoholowego. W dodatku to, co robił, odciągało go w pewnym sensie od wielu myśli, choć na wyprawach ma zdecydowanie dużo czasu dla siebie i ma czas, by filozofować.
- No tak. Nie narzekam. - powiedział na ten temat tylko tyle. Było wiele plusów tego, że robotę jakąś miał. Białowłosy na chwilę spojrzał gdzieś przed siebie. Iluzja?
- A może to wszystko było jednak iluzją? - spytał mimo wszystko. Już o wiele łatwiej byłoby mu przyjąć właśnie taką wersję. W każdym razie Corinne nie pochwaliła się żadnymi ranami, które by były dowodem na to, że jakieś stworzenie zadało jej prawdziwe rany. W zasadzie nie pokazała mu żadnego dowodu, ale nie chciał podważać już jej słów.
- Frajer z niego jak i z każdego Upadłego. - mruknął niemrawo pod nosem, uparcie trzymając się swojego dawniej stworzonego stereotypu na temat mieszkańców Powierzchni. - Każdy z nich w obliczu zagrożenia zrobiłby wszystko by przeżyć. - dodał tylko swój komentarz, choć nie znał do końca całej sytuacji. Słysząc spostrzeżenie Corinne, że było "dziwnie", zmarszczył delikatnie brwi i spojrzał na nią. Potem zaśmiał się cicho. - Ten Upadły przełamał nieco twój punkt widzenia na jego osobę? - spytał. Ichura sam znał takiego Upadłego, który sprawił, że zaczął dostrzegać w nich wewnętrzne, ukryte dobro, ale nie powiedziałby tego na głos.
Pytanie ze strony Corinne ponownie zmusiło białowłosego do pomyślenia. Starał sobie przypomnieć jej wyraz twarzy i podejście.
- Nie było tego po niej widać. - odpowiedział po chwili. Nawet nie do końca pamiętał jej wyraz twarzy. Miał wrażenie, że podczas zadania tego niesłusznego ciosu w brzuch, całkowicie to zaćmiło jego umysł i kierował się wyłącznie swoimi emocjami. Westchnął cicho i przysłuchał się jej słowom.
- Gdybyś tego chciała, to byś go zabiła. - odpowiedział luźnym tonem głosu. - Ale jeśli mam powiedzieć coś mądrego, to na pewno to, że zemsta nie jest dobra. Mniemam, że bez powodu nie chciałabyś go zabić, więc pewnie nie raz się spotkaliście. Mieć kogoś na sumieniu to nie jest przyjemna rzecz i z czasem uświadomiłabyś sobie, że w ogóle nie przyniosło ci to ulgi, a zamiast tego, w pewnym sensie wyżera cię od środka. - dodał, błądząc smutnym spojrzeniem po ruinach. Sceneria idealnie odzwierciedlała realizm ich świata i pasowała do obecnego tematu. Westchnął ciężko i powrócił wzrokiem do Corinne.
- A cholera wie, ilu Upadłych pogrąża się w sobie i niesie za sobą przez to większe zniszczenie. - dodał. Bardzo nie lubił przyznawać się do tego, że po części rozumiał działania Upadłych. Chciałby żyć dalej w swoim dawno wytworzonym murze poglądów, ale niestety, jakiś czas temu się sypnął. - Ten Upadły, co go spotkałem dwa razy... - zaczął. - Nie wydaje się być zły. Nie wobec mnie. Dawniej mieszkał w Podziemiach, był jednym z nas, ale nie pamięta jaka sytuacja go zmusiła do tego, by zmienić strony. Powinniśmy sobie skakać do gardeł - chociaż to właśnie z początku robiłem, a on tego nie - a tymczasem mamy normalne relacje. - powiedział dość szybko. Nie wiedział, czy dobrze robił, mówiąc, że zadaje się z jednym z Upadłych. - Przez niego mój punkt widzenia na całą tę sytuację się zmienił... Dlatego dobrze, że się czymś zająłem, przynajmniej nie zadręczam się jakimiś głupimi myślami. - tutaj zmierzwił swoje włosy i zaśmiał się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Sty 11, 2015 9:05 pm

Podczas wędrówek, samotnego spędzania czasu miało się idealną okazje, by oddać się swoim przemyśleniom. Nigdy jak wtedy nie wpada w tak głęboką refleksję. Jej myśli krążą po wielu tematach. Na niektórych skupiają się silniej, na niektórych słabiej. Dochodzi do wielu wniosków, choć niekiedy ulegają zmianie. Są kwestie, odnośnie których ma różne wątpliwości dlatego też czasami już sama gubi się w swoich przekonaniach. Wtedy niby ma czas żeby sobie to wszystko poukładać, ale im więcej się myśli na dany temat tym bardziej można to sobie utrudnić.
- Nie było.- mruknęła krótko.- Spójrz.- powiedziała i odwróciła swoją głowę przodem do niego. Przejechała powoli palem po śladach po ranach na policzku.- Przyjrzyj się. Mam tu trzy ślady. Tamto dziwne stworzenie mnie drasnęło.- przedstawiła jeden z dowodów. Rozbierać się, by pokazać ślad na brzuchu nie miała zamiaru. Spojrzała znów przed siebie, wodząc wzrokiem po krajobrazie przed nimi.- To nie mogła być iluzja.- dodała ponuro. Wiedziała, że przyjęcie takiej ewentualności było znacznie łatwiejsze. Jednak nie chciała sobie tego wmawiać. Wolała przyjmować prawdę taką jaka jest.
- Robiłam to samo. Też chciałam przeżyć, a gdy już byliśmy na cmentarzu odeszłam zostawiając go samego, choć mógł tam nawet zostać i się wykrwawić.- odpowiedziała niechętnie. To też było faktem prawdziwym. Nie okazała w tamtej chwili żadnej dobroci. W pewnych momentach zastanawia się jak mogła mieć choć przez chwilę wyrzuty sumienia z tego powodu. Gdyby było na odwrót zapewne zrobił by to samo, albo coś gorszego. Mimo to nie czuła się z tym świetnie.
- Wiem kim jest i do czego jest zdolny. Nie sądzę, by po tamto wydarzenie jakoś na niego wpłynęło. Wtedy mogłam jedynie dostrzec, że nawet ktoś taki jak on ma choć cząstkę sumienia w sobie i cierpienie dotknęło jego również.- odpowiedziała na jego pytanie jak najtrafniej po prostu umiała. Na pewno nie obudziła się w niej choć cząstka zaufania do niego mimo, że walczyli u swojego boku. Jak Ichura stwierdził- ratowali sobie na wzajem tyłki. Woleli współpracować niż pozostać samemu. Od tamtej sytuacji nie widziała się z Iluzjonistą dlatego nie wie, czy jakkolwiek wpłynęło to na niego.
Słuchała jego słów, mądrości. Odrobinę gryzły ja jej własne myśli, które dotyczyły tego samego tematu, co jej przedstawiał. Wiedziała, że zemsta nic jej nie da. Cokolwiek by nie zrobiła Jonathanowi za te tortury, kpiny, pozostawienie jej na pastę upadłych za progiem drzwi, otrucie i tak nie dałoby jej to żadnej satysfakcji. Tak samo zemsta na mordercach brata nie przywróci go do życia.
- To był Jonathan.- powiedziała nagle krótko i wzięła głęboki wdech.- To z nim się widziałam na cmentarzu.- dodała i spojrzała na Ichurę. Gdy miała okazję zabić upadłego pomyślała również o jego bracie. O tym, czy to jej powinność lub czy w ogóle jakakolwiek powinność. Czy to słuszne. Powiedziała mu prawdę, bo chciała wiedzieć, czy jego zdanie w takiej okoliczności będzie takie samo. Niezmienne. A może jednak coś się zmieni ze względu na tą wieść.
- Nawet Upadły może mieć w sobie cząstkę dobra. Tak samo niemal wszyscy mieszkańcy podziemi kryją w sobie choć odrobinę zła. Wiedząc kim ktoś jest możemy mieć jedynie podejrzenia o jego zamiarach, ale nigdy pewności.- odparła na jego słowa. Nie zamierzała go oceniać po tym, czy zakumplował się z jakimś upadłym czy nie. Nie pochodzenie określa człowieka, ale to jaki jest, co czyni.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Sty 11, 2015 9:42 pm

Spojrzał na blizny po draśnięciach na jej policzku. A więc faktycznie to była nowo nabyta rana.
- Zauważyłem je wcześniej, ale nie byłem pewien, czy ich wcześniej nie miałaś... - powiedział po prostu tak, by powiedzieć. Nachylił się nieco, by z bliska się im przyjrzeć. Choć miał pewne wątpliwości i zdecydowanie jej opowieść wychodziła poza jego wyobrażenia, to wiedział, że na pewno nie kłamała. - Nie mam wyjścia. Muszę ci uwierzyć. - dodał z lekkim uśmiechem na twarzy i odchylił się od niej. Spojrzał gdzieś przed siebie.
- W zasadzie to każdy by tak zrobił... - przyznał otwarcie. - Z tym że między tobą a nim jest drobna różnica - ten upadły pewnie zabiłby cię przy pierwszej lepszej okazji, a ty nie. - skomentował to bardziej w żartobliwy sposób, choć i tak pewnie było to racją. Potem spoważniał. - Ale z drugiej strony... Niechęć niesienia pomocy nie można nazwać też próbą zabicia tej osoby. Nie powinnaś się obwiniać w tej sytuacji. Być może nawet i dobrze postąpiłaś... Nie wiem. - wzruszył ramionami, snując wnioski. W końcu, jak się potem okazało, dziewczyna znała tego Upadłego i jego możliwości.
- Nie chciałbym stawać po jego stronie, ale jeśli jest mocno utwierdzonym w swoich przekonaniach Upadłym, pogrążającym się w swoim świecie, ciężko by było, żeby nagle się zmienił... Hah, wyobrażasz sobie? Pomożesz jakiemuś Upadłemu, który uważa każdego z nas za ścierwo, a on na drugi dzień pogłaszcze cię po głowie i powie ci, że jesteś jego najlepszym przyjacielem. To nierealne. - podał to na żartobliwym przykładzie i zaśmiał się, a potem znów przygasł. - Sądzę, że oni wszyscy wpadli jak śliwka w kompot po same uszy i nie da się żadnego z nich z tego wyciągnąć... - dodał pesymistycznie. Wpadł w dziwną refleksję, kiedy usłyszał, jak dziewczyna wypowiedziała imię swojego brata... Od razu podniósł głowę i spojrzał na nią. Potem odwrócił głowę i westchnął.
- Jonathan? - powtórzył za nią. Dziwnie mu było słyszeć o nim i że był u kresu śmierci. Nawet nie wiedział czy żyje czy jednak umarł. I w tym właśnie momencie sobie uświadomił, że gdyby dowiedział się otwarcie, że jednak nie żył, to nic by to nie zmieniło. Może nawet Ichura poczułby minimalny żal? Opuścił głowę. Przysłuchał się dalszym słowom Corinne i minęło trochę czasu zanim odpowiedział.
- Jonathan zawsze miał w sobie cząstkę zła. Od dzieciaka był zbyt dumny i arogancki, chociaż wtedy nie spostrzegałem go jako złego człowieka. Był dla mnie przykładem, można nawet rzec, że żyłem w jego cieniu. Pewnego dnia po prostu od tak moje spojrzenie na niego runęło. - powiedział beznamiętnie, chociaż nie było konkretnego powodu, by o tym mówił. - Czasem się jednak zastanawiam, czy przypadkiem ja i moja rodzina go nie znaliśmy do końca. Nie mówił za wiele o sobie, nie tłumaczył swoich zachowań, nie usprawiedliwiał się w żaden sposób, nie mówił, czy coś go bolało. - kontynuował i westchnął ciężko. - Byłoby dobrze dla niego, gdyby się jednak tam wykrwawił. - dokończył nieco chłodniejszym tonem i nieznacznie zacisnął dłoń w pięść. I tak naprawdę nie znał całej historii o jego bracie, mimo że mieli wspólne dzieciństwo i zawsze dogadywał się z Jonathanem, jako jedyny z... Kogokolwiek wokół. Podniósł wzrok na Corinne i uśmiechnął się, ale tym razem się do tego zmusił. - Ale jeśli właśnie to cię interesuje, to nie potrafiłbym go zabić. - przyznał otwarcie i przed nią i przed samym sobą. Zbyt duży sentyment. Nawet jeśli Jonathan był kompletnie inny teraz niż dawniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Sty 11, 2015 10:12 pm

Westchnęła cicho i wyprostowała się. Czyli jednak ślady są bardziej widoczne niż by tego chciała. Szansa na to, że jeszcze bardziej się skryją istniała i wierzyła, że tak się stanie. Jeżeli pozostanie tak widoczny ciekawscy będą wypytywać. Opowiadanie jednej historii stanie się nudne. Poza tym wątpiła by jeszcze komuś poza Marcusem i Ichurą chciałaby o tym opowiedzieć.
- Sama byłam w kiepskim stanie. Musiałam skorzystać z pomocy medyków. Wolałam odejść i pomóc sobie niż choćby na moment zwrócić uwagę na jego stan.- dodała do poruszanej przez nich kwestią. Nie była zadowolona z samej siebie, nawet jeśli był to Jonathan. Zachowała się wtedy samolubnie. Jeśli miałaby wierzyć słowom Jonathana to by jej nie zabił. Ze względu na jej znajomość i kontakt z Ichurą oraz ponoć istniejące sumienie iluzjonisty. Właściwie to czemu w jej przypadku miałoby się ono obudzić, a gdy zabijał kogoś innego to już nie?
- Wtedy nie ma już odwrotu.- dodała do jego wypowiedzi.- Jednak ten, którego poznałeś i ci pomógł nie daje się całkowicie temu pochłonąć.- odparła nawiązując do tego, który uratował go przed "pewnym siebie" upadłym, posługującym się trucizną. Przemilczała jego zdziwienie, bo nie musiała tego potwierdzać. Powiedziała mu o tym z nadzieją, że rzuci jeszcze jakieś światło na tą sytuację. Chciała poznać jakie jest jego zdanie. I poznała częściowo.
- Myślisz, że był moment, w którym mogliście go jeszcze uratować przed upadkiem?- zapytała spokojnym tonem. Nie chciała zmuszać go do odpowiedzi. Była jedynie ciekawa, ale zrozumiałaby gdyby nie chciał o tym rozmawiać. W ten sposób po prostu miała okazję poznać lepiej Ichurę jak i Jonathana. Zrozumienie wtedy ich działań byłoby dla niej bardziej zrozumiałe.
- Gdybyś mógł to chciałbyś zobaczyć go przed śmiercią?- zadała kolejne nieco ciekawskie pytanie. Zastanawiało ją czy łączy ich faktycznie tak silna nienawiść, czy kryją za takimi słowami masę innych emocji. Obstawiała to drugie, ale pewności mieć nigdy nie może.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Nie Sty 11, 2015 10:52 pm

Nie były aż tak widoczne, ale Ichura miał wtedy okazję przyjrzeć się bliżej jej twarzy. Na pierwszy rzut oka by tego nie zauważył.
- No to tym bardziej cię to usprawiedliwia. - wciąż się utwierdzał przy swoim. Nie miałby jej przecież absolutnie za złe, że porzuciła znienawidzonego brata na pastwę losu, w szczególności, że wolała zawalczyć o swoje życie. Spojrzał na Corinne, gdy wspomniała o tym danym Upadłym.
- To fakt... - przytaknął. - Wiem tylko tyle, że nie pamięta, jakim sposobem przeszedł na tę złą stronę. Wiem, że Upadła, którą dawniej spotkałem, również nie miała złych zamiarów, a jedynie chciała się skryć przed ambicjami swoich rodziców. Nie wiem jedynie jak było z Jonathanem. Dotychczas zakładałem z góry, że on dobrowolnie przeszedł na stronę wroga, ale napotkanie paru osób sprawiło, że ponownie przeanalizowałem swoje wspomnienia. - powiedział i urwał, nie wiedząc czy kontynuować. Usłyszał pytanie ze strony Corinne, to też zaczął się zastanawiać i znów zaczął rozkopywać swoją pamięć.
- Możliwe, że były dwa. - odpowiedział, starając się utrzymywać beznamiętny wyraz, choć w rzeczywistości był to temat bolesny. - To było dawno... Około dziesięć lat temu, jak Jonathan wpadł na głupi pomysł, żeby sobie wyjrzeć na Powierzchnię. Ja zawsze podążałem w jego ślady. Gdybyśmy wtedy nie wyszli, to wszystko inaczej by się potoczyło. - dokończył, po czym zaczął przewijać swoje wspomnienia do przodu. - Teraz zrozumiałem, że Jonathan był zbyt młody, by podjąć samodzielną decyzję i z własnej woli stać się Upadłym... - zacisnął pięści i przegryzł policzki od wewnętrznej strony. Była jeszcze jedna kwestia, przed którą od tak dawna zwyczajnie uciekał.
- Nie... Wiem. - zawahał się. Nie wiedział. Co by się wtedy wydarzyło? Jonathan zabiłby go, czy po prostu zaczęliby ze sobą rozmawiać, co było zbyt nierealne jak dla Ichury. Ani też nie chciałby widzieć Jonathana umierającego, tuż przed śmiercią. - Jest jedna rzecz, o którą chciałbym się go zapytać, ale... Nie wiem czy to byłoby możliwe. Nie wiem czy by odpowiedział. - powiedział w końcu i skierował wzrok gdzieś przed siebie. Temat dla niego bardzo trudny. Bał się tak naprawdę spotkania Jonathana. Wiedział, że widok jego rozdrapałby jego stare rany. Spotkanie stanowiłoby powrót do przeszłości, której nie chciał.
- On wie, że ty mnie znasz? - spytał po dłuższej chwili, kiedy w końcu się wziął w garść. Ichura przypominał sobie, że dziewczyna już go kiedyś spotkała, mówiła mu o tym jak byli w karczmie. W zasadzie to właśnie to było ich wtedy pierwsze spotkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 7:48 pm

Prychnęła cicho pod nosem. Może to, że była niemal w tak samo złym stanie było jakimkolwiek usprawiedliwieniem. Jednak nie pomagało jej to zwalczyć atakujących ją wyrzutów sumienia. Po tym jak walczyli razem powinna mu chociaż pomóc. Gdy twór wychodził z lawy Jonathan posłał na niego swojego klona, a sam pomógł jej uciec. Może i zrobił to tylko po to by nie zostać samemu, ale jednak była to chyba jedna z najlepszych rzeczy, które jej zrobił. Ona natomiast zostawiła go wykrwawiającego się.
- Nigdy z żadnym na ten temat nie rozmawiałam. Okoliczności nie były sprzyjające pogaduszkom.- odparła. Zwykle miała pecha do spotykanych upadłych i działy się inne rzeczy niż rozmowy o ich wspomnieniach. Z Jonathanem raz miała okazję choć odrobinę w miarę normalnie pogadać- gdy szukali wyjścia.- Dlatego wolę wychodzić sama. Twoja historia utrzymuje mnie w przekonaniu, że towarzysza można tu łatwo stracić.- powiedziała nieco ponuro. Ona również straciła brata po namowie przez niego do wyjścia po raz pierwszy na powierzchnię. Straciła go w inny sposób, ale jednak strata to strata. Marco zmarł, Jonathan upadł. Dziewczyna zeszła z murka. Spojrzała na Ichurę uświadamiając sobie, że właśnie z nim przebywa na powierzchni. To co przed chwilą powiedziała nieco ją wystraszyła. Samą siebie nakręciła.
- Nie dowiesz się jeśli nie spróbujesz.- westchnęła. Nagle pokręciła głową i przetarła dłonią twarz.- Co ja gadam...Nikt nie wie, nawet wy jak może skończyć się wasze spotkanie.- powiedziała, a na jej twarzy powstał delikatny grymas. Jego pytanie sprawiło, że ją lekko zamurowało. Nie wiedzieć czemu, ale na myśl jej nie przyszło, że takowe może paść. Wzięła głęboki oddech i zmarszczyła lekko brwi.
- Wie.- odpowiedziała krótko.- Dlatego nie powinniśmy się razem pojawiać na powierzchni.- dodała i o dziwo zaśmiała się, jednak z ironicznym wydźwiękiem. Zaczęła powolnym krokiem iść w jakimś kierunku. Sama nie wiedziała czemu. Jakby próbowała zrobić coś zgodnego ze swoimi słowami, bo tak wypadało. Z drugiej zaś strony nie chciała unikać Ichury, bo go lubi. Poza tym ma u niego ogromny dług wdzięczności.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 8:42 pm

Pokręcił głową na znak, że rozumiał, bo cóż miał więcej na ten temat powiedzieć. Jedynie zaśmiał się pod nosem, bo to Corinne właśnie była tym pechowcem w stosunku do Upadłych. Żaden z nich nie chciał z nią porozmawiać. Z pewnością Ichura powiedziałby coś teraz ironicznego, by lekko dogryźć dziewczynie, ale zdecydował, że atmosfera nie za bardzo na to pasowała.
Westchnął ciężko. Jego historia wcale nie była potwierdzeniem.
- Byliśmy wtedy za mali, żeby cokolwiek wiedzieć o przetrwaniu na powierzchni. Towarzysz powinien wiedzieć bardzo wiele, by móc współpracować i wspólnie podróżować. - powiedział, chcąc jakimś dziwnym cudem zmienić jej tok myślenia, chociaż nie wiedział czemu i w sumie wolał się nad tym nie zastanawiać. Otworzył usta, by kontynuować, ale tu również się powstrzymał. Przez chwilę spoglądał na Corinne, ale nie odezwał się. Miał wrażenie, że jego gadanie i tak nic nie da. Ichura, mimo straty, mógłby z kimś podróżować. Mimo śladów z przeszłości na jego sercu, po prostu mógłby. Nie wiedział, co sprawiło, że dziewczyna była tak zamknięta na wspólne wyprawy. - Dlaczego? - spytał po chwili. - Dlaczego nie chcesz podróżować z kimś? - powtórzył pytanie bardziej je rozwijając, by dziewczyna mogła wiedzieć o co mu chodziło.
Spojrzał gdzieś przed siebie i uniósł brew. Potem przeniósł z powrotem swoje spojrzenie na Corinne, która zeskoczyła z murka.
- No właśnie. - uśmiechnął się nikle. Jonathan najpewniej by go zabił. Miał wrażenie, że to spotkanie mogłoby się skończyć śmiercią jednego z nich. Ichura mówił, że nie byłby zdolny do zabicia brata, ale gdyby sytuacja wywarła na nim presję obrony lub byłby pod wpływem silnych emocji... Kto wie.
I zdecydowanie zachowanie Corinne go nieco... Zdezorientowało? Najpierw uniósł brwi, a potem zmarszczył. Zaczęła sobie iść. Ichura zerwał się z miejsca i zaczął iść za nią.
- Co masz przez to na myśli? - spytał niepewnie, cały czas wbijając wzrok w plecy dziewczyny. - I... Gdzie idziesz? - zadał kolejne pytanie, dorównując jej kroku i tym razem wbił w nią wzrok oczekujący odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 9:06 pm

Dla niej wiek, w którym wyszli nie miał znaczenia. Liczyły się same fakty. Możliwe, że ma po prostu pewną paranoję związaną z ową kwestią. Po prostu czułaby się bardziej zagrożona, głownie psychicznie mając u swego boku kogoś kogo polubiła podczas wyjścia na powierzchnię. Nie szukała zrozumienia, empatii w tej kwestii. Chciała, by niektórzy po prostu akceptowali jej wybór.
- Nie chcę i tyle.- powiedziała wpierw krótko i stanowczo spoglądając na Ichurę. Po chwili westchnęła i postanowiła odpowiedzieć bardziej treściwie.- Jeżeli miałabym znaleźć się w obliczu zagrożenia wolę zginąć niż być świadoma, że zginął mój towarzysz, a ja temu nie zapobiegłam.- odparła spokojniejszym, jednak nadal nieco sfrustrowanym tonem. Myśl, że coś takiego miałoby się zdarzyć ponownie ją denerwowała i smuciła jednocześnie. Jednak jej osłoną na żal, skruchę jest gorycz i zdenerwowanie.
- Nie wiem.- powiedziała z dziwną obojętnością.- Jak sądzisz? Co Jonathan by zrobił gdyby się teraz tu pojawił? Co TY byś zrobił?- zapytała jego na moment się zatrzymując i patrząc w jego oczy. Nie potrafiła sobie wyobrazić tej sytuacji. Wydawała się taka abstrakcyjna. Aż do teraz czas spędzany z Ichurą, a Jonathanem były dla niej odrębnymi rzeczywistościami. A prawda jest taka, że to wszystko dzieje się w tej samej.- Gdziekolwiek.- mruknęła. Sama nie wiedziała gdzie chce iść. Ta kobieca intuicja.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 9:18 pm

Tak, to zdecydowanie była paranoja. Ichura po tej krótkiej i stanowczej odpowiedzi Corinne spojrzał na nią zdziwiony, gdy wyczuł jej nieco ostrzejszy ton. W jakiś sposób taka odpowiedź go zirytowała. Nawet ta spokojniejsza. Odwrócił na głowę na chwilę w bok i wykrzywił usta w delikatny grymas, ale nie odzywał się. Może nie powinien był o to pytać, ale on, naiwny, myślał, że dziewczyna w końcu się przed nim otworzy, gdy on o sobie tyle mówił. Nie skomentował jej słów w żaden sposób, tak było najlepiej.
Szedł za nią. Pierwsze co, nie zwrócił uwagi na treść, ale na zachowany obojętny ton w jej głosie. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej.
- Ale co to ma do tego, byśmy nie wychodzili razem na powierzchnię? - spytał nieco ostrzej. - Nie rozumiem cię. Jeśli Jonathan miałby się teraz pojawić, to zająłby się mną i tyle. Równie dobrze mogło cię tu nie być, a i tak jest prawdopodobieństwo, że mógłbym go spotkać. - zacisnął dłonie w pięści, ale potem rozluźnił ucisk i westchnął, chcąc jednocześnie się uspokoić. Ważne, by nie komentować dalej, by nie komentować więcej. Mimo wszystko szedł dalej obok Corinne.
- Ciekawe miejsce. - odmruknął niemrawo, spoglądając przed siebie i szukając lokalizacji "gdziekolwiek".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 9:35 pm

W tym świecie trudno jest być normalnym. Każdy ma swoje udziwnienia. Corinne ma skłonność do wpadania w paranoję. Dotąd jej to jakoś pomagało, bo nie doprowadza to do zachowań panicznych. Jednak w takiej sytuacji jak ta nieco utrudniało jej komunikację z Ichurą. Corinne zamknęła się w sobie bardzo dawno i odkąd to się stało zaczęła budować ten swój tradycyjny, metaforyczny mur grodzący ją od niepotrzebnych uczuć w reakcji na różne pytania.
- Zająłby się tobą i miałabym na to patrzeć?- powiedziała zdziwionym i znów nieco poirytowanym tonem.- Oczywiście próbowałabym ci pomóc, ale jeśli znów bym nawaliła to...- kontynuowała, gestykulują energicznie rękoma. W ten sposób chyba udzielały się jej nerwy. Nie rozdrażnienie jakby ją wkurzał. Po prostu rozmowa stawała się dla nie trudna. Nie potrafiła tak otwarcie o wszystkim mówić ot tak. I tak jej się wydawało, że powiedziała o parę słów za dużo, ale same już wypłynęły z jej ust.
- Znasz lepsze?- wymruczała, zakładając ręce na piersi.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 9:52 pm

Odwrócił z powrotem wzrok na twarz Corinne i obserwował jej mimikę, gesty... Było to niemożliwym, żeby umknęło mu to, że robiła się coraz bardziej nerwowa. Uniósł delikatnie brew. Wysłuchał ją tym razem, zamiast wtrącając się w jej słowa. Wysnuł pewien wniosek, ale czy słuszny...? Przez chwilę patrzył na nią z dziwnym blaskiem w oczach.
- Myślisz, że tobie jedynej ciężko się patrzy na cudzą śmierć? - nie powiedział tego ostrym tonem, choć sama treść była dość ostra i bezpośrednia. Nie potrafił się powstrzymać, nie mógł tego nie powiedzieć. Corinne nie chciała "znowu" nawalić. Nie chciał bezpośrednio drążyć tematu, ale domyślił się, że na pewno miała kiedyś towarzysza, który umarł na jej oczach. Nie wiedział, kim ten towarzysz był, ale pewnie był jej bliski.
- Co by ci to dało... - na chwilę urwał i westchnął. - Gdyby coś mi się stało, to co to za różnica, czy to widziałaś czy nie. Gdybyś była, a nic nie mogłabyś zdziałać, obwiniałabyś się tak samo, gdyby cię przy tym nie było, mówiąc sobie, że mogłaś jednak wtedy ze mną pójść i tego kogoś powstrzymać. - słowa tym razem niepewnie przecisnęły się przez jego gardło. Odwrócił wzrok od Corinne i zaczął błądzić gdzieś po smutnym krajobrazie naprzeciwko siebie. - I niekoniecznie musiałby być to Jonathan. Nie on jedyny żyje na tym świecie, niejeden chciałby mojej śmierci tylko dla swojej satysfakcji. - dodał i opuścił głowę, wpatrując się swoje buty. Przełknął głośno ślinę.
- Jeśli teraz miałbym się spotkać z Jonathanem, powiedziałbym, że po prostu tak musiało się stać. Kiedyś to spotkanie musiało nastąpić. I pewnie nastąpi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 10:07 pm

Ichura miał rację, ale Corinne nie potrafiła dać się przekonać. Była na to zbyt uparta. Wspólne wyjścia wywołały by nagły nawrot nieprzyjemnych wspomnień. Wtedy miałaby cały czas wrażenie, że ktoś ich śledzi i nie miałaby zamiaru choćby na moment odłożyć sztyletu. Bałaby się bardziej niż gdyby była sama. Nie potrafiła tego racjonalnie wytłumaczyć ani sobie ani nikomu innemu.
- Nie.- odpowiedziała krótko i ponuro odwracając wzrok gdzieś w bok. Nie musiał mówić tego ostrym tonem, bo w jakikolwiek sposób by tego nie powiedział dotarłyby do niej te słowa tak samo wyraźnie i w taki sam sposób. Nie miała mu właściwie za złe, że ta mówił, bo sądziła, że jego celem nie było obrażenie jej, niechanie.
- Dlaczego ci tak na tym zależy?- zapytała, zamiast odpowiedzieć na jego wykład, tłumaczenia. Nie rozumiała, czemu innym ostatnio zaczęło zależeć na tym, by nagle zacząć jej towarzyszyć na powierzchni. Najpierw Hiri, która się podziewa bóg wie gdzie, potem Ichura i jeszcze Marcus. Corinne jest, aż tak żałosną osobą, by bać się ją puścić samą?
- Próbujecie mnie nakłonić do tego bym się do kogoś zbliżyła, otworzyła się...ale po co?- zapytała i usiadła w tym miejscu, w którym dopiero wstała. Jedną ręką podparła się o ziemie. Spoglądała gdzieś przed siebie, nie skupiając spojrzenia na żadnym konkretym punkcie.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Pon Sty 12, 2015 10:40 pm

Jej krótka odpowiedź przygasiła jeszcze bardziej jego humor oraz chęci do mówienia, ale mimo to, próbował dalej i próbował ją zrozumieć. Pokręcił głową z dezaprobatą. Oglądał to, co działo się przed nim, ale usłyszał pytanie.
- Na czym? - spytał, marszcząc brwi. Nie wiedział, o co mogło konkretnie dziewczynie chodzić. Prychnął pod nosem, gdy spostrzegł, że nic na jego słowa nie odpowiedziała. Dziewczyna dowaliła kolejnymi słowami.
Ichura przyjął dumną postawę, uniósł podbródek do góry, a jego kącik ust drgnął, by ułożyć się w pogardliwy uśmiech. Sam fakt, że czuł odrzucenie ze strony dziewczyny, sprawiał, że czuł się podirytowany, zdenerwowany i nieco przygaszony. Założył tez ręce na klatce piersiowej i przez chwilę spoglądał tak na Corinne, która podniosła się z siedzenia.
- Żałosne. - skomentował ostrym tonem i zaraz spoważniał. Odwrócił wzrok gdzieś na bok. Bardzo mocno nie chciał urazić Corinne, ale czuł wzburzenie jej zachowaniem. Nie wiedział, jakie osoby jeszcze próbowały ją nakłonić do tego, żeby się do kogoś zbliżyła. Nie wiedział, że pewnie znała je krócej niż Ichurę. - Jeśli masz zamiar zgrywać samotną bohaterkę tego świata, proszę bardzo. Zdaje się, że zapomniałaś, że inni mogą czuć do ciebie przywiązanie. "Życie takie ciężkie, to się zamknę w sobie." - zakpił z niej. - Ech, to nie ma sensu... - mruknął sam do siebie i machnął ręką. Podirytowany odwrócił się na pięcie i chciał ruszyć w swoją stronę. Nie rozumiał jedynie, dlaczego Corinne tak bardzo się zamknęła w sobie, ale też podświadomie go odrzucała. Dawno, naprawdę bardzo dawno nie odczuwał tego rodzaju złości. Przegryzał wargę z nerwów. Zaczął iść, nie oglądając się za siebie.

MG: Z czasem jak Ichura szedł, mógł natrafić na coś, co przeszkodziło mu dalszą przechadzkę. Nie stało przed nim nic, ale jakaś dziwna siła nie pozwalała mu przejść dalej. W promieniu 10 metrów od położenia Corinne powstało dziwne pole, które ich uwięziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Wto Sty 13, 2015 6:20 pm

Corinne mogła teraz odgrywać nieco typowe dla kobiety sceny. A przynajmniej sama sobie to uświadomiła po jego pytaniu "Na czym?". Wpierw się niemal najeżyła, bo dla niej było to oczywiste, a jednocześnie trudne do wytłumaczenia. Dopiero, gdy zastanowiła się jak mu odpowiedzieć uświadomiła sobie, że ich kłótnia jest poniekąd dziwna.
- No bo próbujesz mi to wszystko wbić do głowy jakby miało dla ciebie jakieś ogromne znaczenie.- odpowiedziała mu marszcząc lekko brwi. Miała ochotę zakończyć dyskusję na ten temat, bo do niczego dobrego w tym momencie nie prowadziła. Fakt, faktem. Ichura mówił mądrzej od niej w chwili obecnej, ale pozwoli, by to do niej dotarło dopiero jak sobie gdzieś pójdzie i ochłonie. Teraz jej upartość każe jej trzymać się swojego zdania i bronić go nawet jeśli to głupie. Corinne tego nie traktowała jak pewnego rodzaju odrzucenie Ichury. A raczej nie chciała, by tak to wyglądało. Zauważyła, że i tak się zbliżyli, a kiedyś stwierdziła, że nie chce tego robić. To wszystko działo się samo. Żałosne... w momencie, gdy to usłyszała znów odwróciła od niego wzrok.
- Nie zależy mi na cudzej opinii...- wymamrotała pod nosem, gdy z kończył z niej kpić. Nigdy nie starała się o niczyje względy. Spostrzegła, że Ichura zaczyna sobie iść. Podirytowana całą sytuacją, nawet samą sobą odwróciła się w przeciwną stronę i również zaczęła iść, tym razem szybciej niż wcześniej. Jeżeli dziwne pole zatoczyło koło wokół nich i ją również zatrzymało, spróbowała przedrzeć się przez nie ponownie. O ile nadal to nic nie dało, zaczęła dłońmi badać niewidzialną ścianę.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Wto Sty 13, 2015 6:39 pm

Gdyby patrzył na tę sytuację z innej perspektywy, to zacząłby się śmiać. Wziąłby coś do jedzenia i przyglądałby się tym wymyślonym dramatom. Tymczasem on był w tej sytuacji bezpośrednio. Kiedy Corinne zarzuciła mu, że on próbuje jej wbić "to wszystko" do głowy. Zaśmiał się głośno i ironicznie.
- Nie wiem co ty sobie uroiłaś, ale ja ci nie nie próbuję wbić. Próbowałem tylko pokazać ci inną możliwość, bo tak uparcie się trzymasz jednej. Nie sądziłem, że trzymasz się tego na tyle uparcie, że myślisz, że ludzie chcą za wszelką cenę z tobą wyruszać na powierzchnię. - wyjaśnił nieco spokojniej, ale mimo wszystko jego ton głodu zawierał nutkę arogancji i zdenerwowania. Potem prychnął i westchnął.
- Oczywiście. - mruknął sarkastycznie. Tylko tyle miała do powiedzenia? Pokręcił głową, a podczas, gdy się przemieszczał, kopnął z nerwów kamień. Nie rozumiał podirytowania Corinne, tak samo nie do końca swojego. No, nie powinien był tak wybuchowo reagować, ale niestety, chyba taki już był. Pod jakimś względem był podobny do Jonathana i gdy tylko to zauważał, zaczynał karcić siebie w myślach. Jednakże to nie potrwało długo, gdyż natrafił na przeszkodę.
- Co jest kurwa... - mruknął pod nosem, cisnąc całym ciałem na niewidzialną ścianę. Jego złość ponownie wzrosła. Uderzył z całej siły pięścią, a potem poczuł jak po jego dłoni rozlał się ból. Mruknął pod nosem z bólu, łapiąc się za bolącą dłoń. - Co to ma znaczyć... - mruczał pod nosem, po czym odwrócił się w stronę Corinne, która również walczyła z niewidzialnym polem. Westchnął. Przez chwilę utworzyła mu się dziwna teoria, że to moc tej dziewczyny i że chciała go po prostu powstrzymać. Nierealne rzeczy, to była zbyt dumna kobieta.
- Zabalowaliśmy tu zbyt długo... - skomentował już spokojniej i pokręcił głową, idąc w stronę Corinne.

MG:Przez jakiś czas nic więcej się nie działo. Zapadał zmrok. Jedynym utrapieniem mogło być pole, które ograniczało ruch tej dwójki. Po jakimś czasie z oddali rozległ się dziki, wysoki śmiech. Potem kolejny. Z kilku różnych stron. Bardzo przypominał szczekanie dzikich zwierząt, może na podobieństwo hien. W ciemnościach błysnęły pary oczów, niczym podwójne świetliki, które przemieszczały się. Słychać było kroki ugniatane na śniegu. Dwójka, będąc w środku dziwnego pola, była uważnie obserwowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Wto Sty 13, 2015 6:59 pm

- Nie myślę tak.- odparła, próbując choć odrobinę się wybronić z tego co mówił. Nie było tak, że sądziła, iż wszyscy chcą z nią gdzieś wychodzić. Po prostu znów ktoś chce jej towarzyszyć na powierzchni, nie rozumiejąc tego, że ona po prosu nie chce. Corinne sama dostrzegała pewne podobieństwa w zachowaniu White'ów. Objawiało się jednak w innych sytuacjach. Ironiczny śmiech u Ichury pojawiał się, gdy najzwyczajniej się denerwował, u Jonathana przeradzał się w gardzący i pochodził od jego rozbawienia całą "zabawą".
Stała zdezorientowana przed barierą, która uniemożliwiała jej dalsze pójście naprzód. W przeciwieństwie do Ichury, nie waliła w nią pięściami. Jedynie sprawdzała ją. Pukała jak do drzwi, próbowała przesunąć po niej dłonią lub ją popchać. Nic to nie dawało. Odwróciła się, by spojrzeć, co robi Ichura. Zmierzał w jej stronę. Również ruszyła w jego kierunku, bo bariera sprawiała, że wszystko było jedno. Nagle do jej uszu dotarł dziwny śmiech, jakby biegała gdzieś naćpana hiena. Corinne natychmiast się rozejrzała i jedyne co spostrzegła do świecące w zapadającym mroku ślepia, które się przemieszczały. Nie wiedziała co to za stworzenia.
- Nie jesteśmy tu już sami...- stwierdziła z niezadowoleniem. Nie była to spostrzegawcza uwaga, ale sama wyszła z jej ust.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Wto Sty 13, 2015 7:16 pm

"Nie myślę tak". Prychnął. Znowu. Ale nie odezwał się. Corinne przez jakiś czas sama miała swoje dziwne wzburzenie emocji, zarzuciła mu, że chciał jej coś wmówić. Nie znał dokładniej jej psychiki, ale skoro go odrzucała, to w końcu na własne życzenie. Niestety, zrządzeniem losu utkwili tutaj razem, bo jakaś dziwna siła ograniczała im ruch. Zapadał zmrok, robiło się ciemniej, a także i zimniej. W tej sytuacji żałował, że nie miał żadnej mocy dotyczącej ognia, coby teraz podgrzać chociażby atmosferę wokół nich. Niektórzy tak potrafili.
Do jego uszu doleciał śmiech. Zaczął się rozglądać. Na słowa Corinne jedynie pokiwał głową potwierdzająco. W ciemnościach migały pary oczu.
- Co to za stworzenia? - mruknął, ale samego siebie. Obydwoje w końcu i tak nie wiedzieli.

MG: Z czasem było widać, że w ciemnościach pojawiło się pięć par oczów. Piątka tych stworzeń okrążała dwójkę zamkniętą w polu. Jedna z tych postaci po jakimś czasie przekroczyła tę barierę.
- Mięęęęsooo. - wychrypiał pod nosem nieludzkim głosem i oblizał wargi. Stworzenie przypominało człowieka, jednakże było ciemnego koloru skóry podchodzący pod fiolet, miał wydłużone uszy, lekko przygarbioną, ale muskularną sylwetkę, a para oczu dziko spoglądała na dwójkę. Reszta stworzeń wciąż była poza obrębem magicznego pola i przyglądała się scenie, chichocząc pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Corinne
Admin
avatar

Postów : 175
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Wto Sty 13, 2015 7:55 pm

Corinne nie miała pojęcia co to za stworzenia. Nie wiedziała też czego chcą. Domyśliła się dopiero jak jeden z nich się odezwał. Poskramiaczka zrobiła dwa kroki w tył i rozejrzała się dookoła. Z każdej strony widziała co najmniej jedną parę wlepiających się w nich ślepi. Mogła jedynie wywnioskować, że znają choć częściowo ich mowę o ile nie całkiem. Dziewczyna pochwyciła swój sztylet, by móc się bronić w każdej chwili. Próbowała przyjrzeć się stworzeniu, które się do nich zbliżało, analizując jego wygląd.
- Czym ty jesteś?- zapytała, choć nie oczekiwała, że to coś koniecznie jej odpowie. Możliwe, że znało pojedyncze słowa.- Idź sobie szukać mięsa gdzie indziej.- rzuciła w stronę stworzenia.

----------------------------------

Jestem cichym szeptem swoich myśli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ichura White
Admin
avatar

Postów : 92
Join date : 11/12/2014

PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   Wto Sty 13, 2015 9:06 pm

Ichura również nie miał pojęcia, z jakimi stworzeniami mieli obecnie do czynienia. Nie wiedział, które baczniej obserwować. Chwycił dłońmi za swoje noże i czekał na dalszy rozwój sytuacji. Tymczasem naprzeciw nich wyłoniło się jedno z tych stworzeń, które przypominało mniej więcej ludzi, chociaż pewnie dawno swoje człowieczeństwo porzuciło. Usłyszał głos Corinne. Potem tego stworzenia. Wykrzywił nieznacznie usta.
Przez chwilę zastanawiał się czy nie użyć od razu swojej mocy i nie dać dyla. Postanowił poczekać z tym jeszcze chwilę.
- Pięciu na dwóch? Trochę niesprawiedliwe. - skomentował luźno, choć wewnętrznie był nieco zdenerwowany, jego serce biło szybciej. Czuł ogółem napływ adrenaliny.

MG: Stworzenie obnażyło swoje zęby i zawarczała nieprzyjemnie, gdy z ust potoczyła się obrzydliwa wydzielina. Zielone oczy wbiły się w dziewczynę, która do niego przemówiła.
- To nasz teren. - odpowiedziało chrypliwym, nieprzyjemnym i nieludzkim tonem. Zupełnie nie było to odpowiedzią na pytanie, ale stwór zwyczajnie to zignorował. Zaczął powoli stawiać kroki w stronę dwójki. Z tyłu ponownie rozległy się śmiechy. - Spaliliście nasze miasto. Zapłacicie za to. - kolejne nieprzyjemne słowa padły z ust stworzenia. Przez barierę przedostała się reszta stworzeń i również podeszła nieco bliżej dwójki. Byli okrążeni. Zapadła cisza.

Nagle jeden z nich ruszył bardzo szybko w stronę Corinne, chwytając ją za ramię, a drugą ręką wymierzając mocny cios z pięści w brzuch, by dziewczyna się zgięła.
Dwójka stworzeń ruszyła w stronę Ichury. Jeden z nich próbował wymierzyć cios ogłuszający w głowę, a drugi próbował go przytrzymać za ramię, mocno zaciskając na nim swoje długie pazury.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opustoszałe wzgórza   

Powrót do góry Go down
 
Opustoszałe wzgórza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Opustoszały dom
» Opustoszały plac zabaw
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sawir PBF :: ---
Skocz do: